Według legendy Miecz Kalirju został wykonany w najciemniejszym miejscu Podziemia przez najbrzydsze potwory jakie Asgardczycy widzieli, a miałem na myśli Drekurów, strasznych stworów o płonących oczodołach, czarnych kłach, które z łatwością przegryzłyby metal. Mają one masywne ciała, palce zakończonymi kilkucentymetrowymi pazurami, gruby ogon, który powaliłby rosłego mężczyznę. Zazwyczaj przepasają sobie biodra grubą skórą. Futro jest koloru węglowego.
Ich panem był olbrzym Surtr, który chciał zniszczyć cały Asgard, swoim płonącym mieczem zemsty, który był jednocześnie jego atrybutem. Według mitu on ma pokonać boga Freyda i zakończyć Ragnarok, czyli koniec świata. Mój ojciec pokonał go kilkanaście lat temu, ścinając mu głowę Kalrijem, a ostrze rzucił do Podziemia, żeby nikt już nie posiadał tak potężnej mocy.*
Skoro miecz wydostał się z czeluści najgłębszych grot strachu znaczyło to tylko jedno. Przepowiednia zaczęła nabierać sensu:
,,Ostrze z Podziemia wydobyte zostanie,
Swoje moce Midgarczykowi ukarze.
Potomek to będzie synów wojny.
Mieczem ognistym oddzieli ciało od duszy.
Władce piorunów w proch obróci.
Armię z Podziemia na blask słońca wydobędzie.
Zbudzi się koszmar wszystkich Asgardczyków,
Syn zdradziecki na tronie zasiądzie,
Ciemnością wszystkie światy otoczy."**
Czyżby moja córka miałaby doprowadzić do końca świata? Przecież ona jest jeszcze dzieckiem, niewinnym, przestraszonym dzieckiem. Nie zna swojej mocy, ani potęgi. Nie wie nawet kim jest.
Przeraża mnie cytaty;
,,Władcę piorunów w proch obróci.". Mam zginąć z rąk z jakiejś tajemniczej mocy?
A może to zrobi to... Skarciłem się w głowie za takie myślenie.
Skupiałem się tylko na znalezieniu dziewczynki. Problem zaczął się, gdy nie wiedziałem dokładnie, gdzie przebywa moja potomkini. Fury wspominał coś, że uciekła z domu. Niestety nie powiedział mi dokąd zamierza się udać.
Zatrzymałem się na polanie, z której roztaczał się widok na Nowy York. Niedaleko znajdowały się przepiękne łąki, lasy oraz rzeczka, która płynęła sobie spokojnie. Ptaki śpiewały sobie radośnie, stado jeleni się pasło. Od tej strony Midgard wyglądał przepięknie, gdzie nie dominowały żadne zanieczyszczenia. Wyjątkiem były tory, po których poruszał się z niezwykłą szybkością pociąg. Było w tym coś niepokojącego. Wydawało mi się, że widzę tam Drekura...
Zbudził mnie niesamowity smród. Tu nie chodzi o zapach, który towarzyszy zazwyczaj pociągu, czyli mieszanka spalin, spoconych pasażerów oraz swąd skarpetek, które zdecydowanie za długo przebywały w pełnych butach. Ten zapach to było coś w rodzaju eliksiru śmierci, czyli siarka zmieszana ze zgniłymi jajkami, podkoszulkiem Roberta oraz dodano do tego odrobinę zmielonego czosnku. Kompozycja idealna, żeby ożywić umarlaka.
Otworzyłam oczy i przetarłam je. Zorientowałam się, że już dawno przespałam swoją stację i kierowałam się w stronę Filadelfii. Nie wróżyło to nic dobrego. A co jeśli, przejdzie konduktor i sprawdzi bilety. Dowie się, że nie wysiadłam na prawidłowej stacji i będzie chciał mnie zostawić na najbliższej stacji? Lub co gorsza zadzwoni do ojczyma?!
Zaczęłam się rozglądać. W tym wagonie były tylko cztery osoby. Zakochana parka, która na oko miała po osiemnaście lat. Chłopak szeptał coś zawzięcie dziewczynie na ucho, a ona chichotała.
Naprzeciwko mnie siedział wysoki brunet, które kojarzyłam ze szkoły. Chodzi on do równoległej klasy. Jest on bardzo wysoki jak na swój wiek przez co wiem, dlaczego nauczyciel wychowania fizycznego tak go chciał w drużynie koszykarskiej. Miał na sobie ciemne jeansy, koszulę w bordowo-czarną kratkę, oraz czarne conversy. W uszach miał słuchawki. Nie zwracał na mnie uwagi, bo cały czas wpatrzony był w migoczące obiekty za oknem. Chyba ma na imię Ethan, ale dokładnie nie pamiętam.
Najbardziej przerażał mnie mężczyzna po trzydziestce, który cały czas siedział nieruchomo, jakby czekał, kiedy ma skoczyć do ataku. Czułam na sobie jego przeszywający wzrok, chociaż na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Był ubrany w koszulkę z jakimś heavymetalowym zespołem, czarne spodnie i bordowe buty. Wydawało mi się, że to od niego tak capi. Czasami miałam wrażenie, że facetowi płoną oczy.
Uspokoiłam umysł, spoglądając na polanę. Niebo przybrało jasnoróżowo-pomarańczowy kolor. Słońce sobie powoli zachodziło.
Gdy w końcu oderwałam swój wzrok od krajobrazu za oknem, przestraszył mnie ten tajemniczy mężczyzna tym, że siedział naprzeciwko mnie. Patrzył na mnie tymi swoimi wyłupiastym oczami, a ten smród był tak koszmarny, że zaczęłam łzawić.
- Chodź za mną. - wyszeptał. Po czym chwycił mnie mocno za rękę i chciał wytargać z wagonu. Dosłownie. Ale mu się to nie udało, ponieważ....
- Zostaw dziewczynę. - powiedział spokojnie Ethan. Był wyższy od tego faceta prawie o dwie głowy. Wyglądało to dziwnie, jakby chcieli się wzajemnie pozabijać wzrokiem, patrząc na siebie przez okulary przeciwsłoneczne.
Mężczyzna chyba bardzo się wkurzył, ponieważ ułożył usta w dziwnym grymasie po czym pokazał rząd krzywych, kilkucentymetrowych, czarnych kłów. Jego oddech sprawił, że zakręciło mi się w głowie. Czy on nie mył zębów od dwóch tysięcy lat?
Zaczął rosnąć, był bardziej umięśniony, barczysty. Urosło mu czarne, gęste futro oraz długi, gruby ogon. Miał po trzy palce, z których wystawały długie, śnieżnobiałe pazury. A najgorsze nyły jego oczy, gdy zdjął okulary. Czarne puste oczodoły, które po chwili zapaliły się ogniem jakby niby nic.
- Coś mówiłeś chłopaku? - powiedział. Mówił tak, jakby utknął mu gwizdek w przełyku.
Ethan sprawiał wrażenie, jakby cała jego postać nie robiła na nim wrażenia. Podniósł tylko dumnie głowę i stał.
Potwór niecierpliwił się. Podniósł swoją szponę i chciał przeciąć tego nastolatka na pół. Przeraziłam się. Po czy, szybko zezłościłam i położyłam rękę na plecach stwora.Jakaś magiczna , że stwora przeszła po nim wiązka prądu elektrycznego. Po czym czarne bydle upadło na ziemię, a po całym wagonie rozniósł swąd palonej siarki i zapach pieczonego boczku.
Zakochana parka się odwróciła po czym zlustrowała nas wzrokiem i wróciła do wielbienia siebie.
- Dzięki. - wyszeptałam. Tylko na tyle byłam w stanie wydusić. Wiecie nie zawsze w waszej obronie staje przystojny chłopak.
Później wzięłam plecak i udałam się do innego wagonu, zostawiając zdezorientowanego nastolatka z olbrzymim, nieprzytomnym potworem leżącym na podłodze.
Gdy byłam w przejściu pomiędzy wagonami, usłyszałam niepokojący hałas. W drugim wagonie zobaczyłam podobnego gościa w okularach przeciwsłonecznych, który powoli szedł w moim kierunku. Zauważyłam w suficie otwarte okno. Z trudem udało mi się tam wejść, a gdy już byłam na górze uderzył mnie silny powiew wiatru. Szybko zamknęłam klapę okna, żeby nie wpuścić tu tego dziwadła.
Próbowałam wstać, ale nie pozwalało mi to prędkość z jaką poruszał się pociąg. Poruszałam się, więc na czworakach, ale to też nie było dobrym pomysłem. Słyszałam jak potwór prawie wyważył z nawiasów okno. To był najgorszy na jaki mogłam wpaść. Dlaczego nie zostałam z Ethanem?
Wtedy jakby na przywołanie przyleciał we własnej osobie Thor. Jest to bóg piorunów, gromów, błyskawic i tym podobnych. Mieszka on w magicznym świecie zwanym Asgardem. Zawsze ma przy sobie wielki młot.
Gdy go pierwszy raz ujrzałam, czyli jakieś trzy lata, gdy jakiś zły koleś chciał zniszczyć cały świat, zaczynając od Nowego Yorku, to myślałam, że to była blondynka z młotem. Zmyliły mnie jego długie, blond włosy oraz te dziwne legginsowate spodnie.
Z rozmyślenia wyrwał mnie trzask. Znowu powtórka z rozrywki, czyli paskudny potwór. Był dokładnie taki sami jak ten, którego wcześniej poraziłam prądem, ale on miał olbrzymie nietoperze skrzydła, które płonęły. Nagle przede mną nie wiadomo jak pojawił się wysoki mężczyzna z długimi, czarnymi włosami oraz pięknymi brązowymi oczami. Miał na sobie ciemnozielony strój ze żółtymi zdobieniami oraz złota pelerynę. Na głowie nosił dziwny hełm z dwoma masywnymi rogami. W prawej ręce trzymał półtora metrowe berło. Było ono koloru srebrnego, a pomiędzy kolcami mieścił się dziwny kamień, który świecił jasnoniebieskim światłem. W lewej ręce miał miecz z płonącym ostrzem, a w rączce broni widniał śnieżnobiały diament.
Zauważyłam, że Thor zaczął przyśpieszać.
Potwór był coraz bliżej mnie. Dziwnie ubrany gostek wycelował swoje berło w kierunku kreatury, a ono wystrzeliło niebieską wiązką światła prosto w serce zjawy. Po tym koszmarze pozostał tylko złoty pył, który poleciał z wiatrem.
- Nic ci nie jest? - spytał się, uśmiechając się przy tym uprzejmie. Pokiwałam tylko twierdząco głową. Byłam zbyt przestraszona, żeby móc odpowiedzieć. Podał mi nawet dłoń, żeby pomóc mi wstać. Powoli podnosiłam się, gdy mój wybawca dostał w głowę młotem. Odleciał kilka metrów, a za nim już podążał wkurzony Thor. Przez tego blondyna straciłam równowagę i potoczyłam się na krawędź wagonu.
Słońce strasznie nagrzało wagonik. Moje ręce momentalnie przybrały jasnoróżowy kolor. Ugryzłam się w wargę, żeby jakoś znieść ból. Palce zaczęły się powoli zsuwać z powierzchni. Spadłam prawie metr po czym poczułam jak ktoś mnie trzyma za ręce i za wszelką cenę chce mnie wciągnąć do środka. Po nogach przeszedł mnie wiatr wydobywany z kół maszyny.
Moim wybawcą okazał się Ethan. Drugi raz w ciągu dnia. Dobry jest.
Gdy już byłam w środku i dokładnie się upewniłam się, że mam grunt pod nogami oraz, że nigdzie nie widać podejrzanych gostków z okularami przeciwsłonecznymi, podziękowałam mu.
Oboje jednocześnie obróciliśmy głowy. Ja byłam zbyt zszokowana, do tego spaliłam małego rumieńca. Chłopak zawstydził się i stał się cały czerwony, jakby po raz pierwszy rozmawiał z dziewczyną. Dopiero teraz sobie uświadomiłam jakim karłem jestem przy Ethanie. Wydaję mi się, że on ma dwa metry wzrostu, a ja ledwo sięgam metra sześćdziesiąt pięć. Poza tym on ma takie piękne jasnozielone oczy z ciemnymi zielonymi plamkami. Gdy się patrzy pod słońce to się wydaje, że jego oczy błyszczą.
Tą chwile przerwał Thor, który na wylot przedziurawił wagon. Starsi ludzie zaczęli panikować, a młodzież wyciągnęła komórki, zaczęli pstrykać zdjęcia lub filmować. My natomiast wytrzeźwieliśmy.
- Musimy się, gdzieś schować. - powiedziałam. - Podejrzewam, że Thor nasłał na mnie te dziwne potwory.
Pociągnęłam chłopaka za rękę, ale on się stanął zmuszając mnie, żebym się zatrzymała.
- To niemożliwe. - wzburzył się. - Przecież on jest tym dobrym.
Po chwili zjawiła się wcześniej wymieniona osoba. Nie była pozytywnie nastawiona, ponieważ zbliżała się w naszym kierunku, a nad wagonem pojawiły się gęste chmury...
I jak się wam podoba?
* Legenda jest wymyślona przeze mnie, aczkolwiek olbrzym Surtr pojawia się w mitologi nordyckiej razem z ognistym mieczem w czasie Ragnaroku. Potwory są moim wymysłem, tak samo jak nazwa miecza. Olbrzym Surtr w rzeczywistości sprawił, że nastał koniec świata, a Odyn nigdy go nie pokonał.
** Przepowiednia została napisana przeze mnie na rzecz opowiadania. Nie ma nic wspólnego z żadnym mitem nordyckim.