piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział czwarty

- Cześć. Dodzwoniłeś się przystojnego Tonego Starka. Niestety nie ma przy telefonie, ponieważ ratuję świat  ze swoimi ziomkami lub jestem na ważnym posiedzeniu. Jeśli masz coś ważnego mi do przekazania, proszę nagraj się po trzecim sygnale. - słyszałem te jego powiedzenie już po raz dziesiąty w tym dniu. To o wiele za dużo jak na dwadzieścia cztery godziny. Poza tym straciłem już całą cierpliwość. - Stark! Do cholery! Twoja uczennica zaginęła jakieś pięć godzin temu, a nasze kamery, wskazują na to, że nie ma jej w Twoim domu. Jeśli czegokolwiek nie zrobisz z tym faktem to dziewczyna może umrzeć! Nie wiadomo jakie niebezpieczeństwo na nią czyha! Od Ciebie zależy bezpieczeństwo Młodej!


Wyobraźcie sobie, że spotykacie Waszego największego idola.
Tak właśnie się czułam, gdy ujrzałam Kapitana Amerykę. We własnej osobie. Stał przede mną, Z jakieś dwa metry. Mogłam wręcz poczuć jego zapach. Wyobrażałam sobie, że pachnie wodą kolońską o zapachu z rodem z lat czterdziestych oraz czymś metalicznym. A tu taka niespodzianka! Zajeżdżał spalinami, rumiankiem oraz mokrym psem. Dziwna mieszanka.
Do tego jak walczył z jednym z jednym ze złodziei przybrał ten swój charakterystyczny grymas. Podniósł delikatnie górną wargę, która mu delikatnie drżała, jakby zamierzał pogryźć kostkę lodu. Brwi mu nasunęły się na oczy przez co sprawiał wrażenie złego, co było prawdą, bo rzucił swoim przeciwnikiem w kubeł na śmieci.
Gdy już było po wszystkim Kapitan podszedł do mnie. Miał zniesmaczoną minę, a po jego postawie ciała mogłam wnioskować, że nie był za bardzo zadowolony.
- Co ty odstawiłaś? - wrzasnął na mnie. Nikt nigdy nie podniósł w mojej obecności takiego tonu i do tego skierowanego do mojej osoby. Co gorsza Kapitan uważa, że ta akcja była bezsensowna. - Po co to robiłaś? Mogłaś zginąć!
- Ale ja chciałam pomóc...
- Narażając na to swoje życie oraz innych ludzi! - zdenerwował się na całego. Po chwili przybrał poważną minę. - Prawdziwy bohater tak by nie postąpił.
Spuściłam głowę. Było mi wstyd spojrzeć w oczy Kapitanowi.
Czułam, że jestem bliska płaczu, ale powstrzymywałam to w sobie, żeby nie wyjść na małą dziewczynkę.
- To co zrobiłaś było całkowicie bezmyślne, ryzykowne, nie posiadałaś dobrego planu, ani odpowiedniej broni, nie wspominając już o przewidywalnej taktyce walki oraz nie docenienia swojego przeciwnika. - powiedział. - Jesteś zbyt szczupła. Masz nieodpowiedni strój. Zero doświadczenia. Ale... rwiesz się do walki, walczysz o swoje. Jesteś niesamowicie postrzelona, żeby tak ryzykować. Dla swojej racji, żeby udowodnić, że ty też coś potrafisz i doskonale się do tego nadajesz, mimo, że inni w to wątpią. Ty masz w sobie niezwykłą siłę, odwagę, determinację oraz dobro. Dlatego, też zostaniesz moją uczennicą.
Podniosłam głowę. Spojrzałam na Kapitana. Uśmiechał się do mnie łagodnie.
Po chwili położył swoją prawą dłoń na moim barku.
- Wiesz, przypominasz mi, mnie w młodości. Byłem tak samo głupi jak ty i rwałem się, żeby stanąć w obronie ojczyzny. Chociaż inni w to wątpili, bo nie pasowałem tam. A później stałem się Kapitanem Ameryką. - uśmiechnął się. - Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Nie chciałem, żebyś była przez to smutna.
- Nic się nie stało. - powiedziałam. - Jesteś moim nauczycielem, więc powinnam cię słuchać.
- Tak. Ale nauczyciel jest od tego by czegoś nauczyć, a nie potępić. A na samym starcie mam u ciebie minusa za niechwalenia całkiem udanego planu, ale jego wykonanie było troszeczkę gorsze.
- Spokojnie Kapitanie. Ja jeszcze pokaże klasę.
- A powiedz mi jak się nazywasz. - zmienił temat.
- Mam ci zdradzić tożsamość przyszłej Kapitanki Ameryki? No chyba śnisz! Mam na imię Alice
- No, to zaczynamy od jutra trening.
- Tak! - krzyknęłam. - Będziemy razem przezwyciężać zło! - ucieszyłam się. Po chwili złapałam się za brzuch. Strasznie mnie bolał. Upadłam na ziemię.
- Alice! Nic ci nie jest? - przeraził się mój mistrz. - Alice!
Ostatnie co widziałam to rozmazaną postać Kapitana Ameryki. Fajnie, że przynajmniej go spotkałam przed...


Było bardzo zimno.
Na niebie już dawno pojawił się srebrny księżyc wraz z małymi, migoczącymi gwiazdkami. To była jedna z najpiękniejszych nocy jakie w życiu widziałam. Chciałabym ją podziwiać, aż do rana, ale był jeden mały haczyk...
Otóż jakieś kilka godzin temu zaatakował mnie jakiś wściekły bóg ze swoimi śmierdzącymi stworami, które chciały mnie zabić. Do tego Thor - ta blondynka z młotem do ubijania mięsa, twierdzi, że jestem jego córką. To jest jeden z najbardziej zwariowanych dni w moim życiu.
Mogło być gorzej? Mylicie się.
Wyskoczyłam z pociągu, który jechał z niewiarygodnie szybką prędkością. Jetem w lesie. W nocy. Jedzenie mi się kończy, nie mówiąc już o piciu. Komórka mi padła. Moje ubrania są podarte. Na ciele mam liczne rany. I nie wiem w ogóle, w którym kierunku mam iść.
Na szczęście nie jestem sama. Jest ze mną Ethan, który zna ten las, ale w nocy to zupełne inne miejsce.
Najbardziej bałam się, że coś nas zaatakuję ....
Właśnie to wykrakałam,...

Przepraszam, że taki krótki.








4 komentarze:

  1. Może i krótki, ale grunt, że jest. Tak się cieszę, bo widzę, że jeszcze cię nikt nie porwał i żyjesz.
    ,,Zajeżdżał spalinami, rumiankiem oraz mokrym psem." - ten fragment najlepszy forever.
    Najlepsze momenty to zawsze te jak ktoś mdleje. Miło, że dałaś jej się spotkać z Capem zanim to zrobiła.
    Niech wyjdą z tego lasu, nie zostawiaj biedaków tam. Ja bez komórki w lesie to chyba bym padła pod pierwszym lepszym drzewem. Był gdzieś taki tekst ,,Wepchniemy ich razem do pudła, wypuścimy dopiero jak ona się zakocha w Edku". To może w tej głuszy się jakaś miłość zrodzi. A tfuuu w zasadzie to by było za kolorowo. Cokolwiek napiszesz nie potępie.
    Zapraszam też do mnie na nowe rozdziały, bo wiem, że wcześniej czytałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ymmmm, bardzo przyjemnie. Cieszę się, że wróciłaś. Brakowało mi tego bloga. :)

    Alice. No trochę nie chciałam, żeby Capi miał uczennice, no bo ja chciałabym go poznać, ej no smutam :/ ale co tam. Fajnie wprowadziłaś ją i mam nadzieję, że się dobrze będzie sprawować.

    A jeśli chodzi o tą córkę Thora (zapomniałam jej imię; skleroza nie boli xd) i Ethana to ja wiem, że będą razem. Tacy inni, ciekawi, nie banalni. I like it :*

    Czekam na dalszy rozwój!
    Ciao :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tylko dowiedziałam się o nowym rozdziale to od razu zaczęłam czytać. I nie ma bata co do jednego. To jeden z moich rozdziałów.

    Po pierwsze: Tony tutaj zasługuje u mnie na udupienie. Jak ten mógł pozwolić by jego podopieczna zniknęła. A co jeśli wpadła w łapy jakiegoś szaleńca... no nie wiem. M.O.D.O.K'a, mandraryna... lub bóg wie kogo jeszcze. A co gorsza chyba się nawet nie przejął bo chyba nie usłyszał wiadomości, albo nie chciał.

    Po drugie: Widać, że Alice ma niezłą charyzmę i wolę walki. Tylko jak to określał Steve... gorsze wykonanie. Kilka lat treningu dobrze jej zrobi. Lecz za jedno Cap. zasługuje ode mnie na udupienie. Już na starcie skrzyczał bohaterkę ale w późniejszym ciągu rozmowy się zrehabilitował. A myślał, że Alice będzie taka dziewczęca itp... a tu niespodzianka! To mi się podobało.

    Po trzecie: Jestem ciekawa co będzie z główną bohaterką i z Ethanem. Ale minus jest taki że za krótko... ale jest dobrze.

    No to tyle z mojej strony. Liczę na kolejne rozdziały i nie każ tyle czekać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. 1: krotkoooo za krotko,
    2: Kapitan Ameryka nie zachowuje sie jak Kapitan Ameryka, bo Kaputan Ameryka nie krzyczy,
    3: Tony zawalil sprawe i to na calej lini, olal, zapomnial - nie wiem, wiem ze nawalil,
    4: szybciej nexta daj, co sie z toba dzialo, zjadlo cie cos czy jak.

    OdpowiedzUsuń